Author: pogodziny

  • [książka] “Warszawskie zdroje” – Michael Meier & Cristoph Franz, Agnieszka Sosnowska 2015

    [książka] “Warszawskie zdroje” – Michael Meier & Cristoph Franz, Agnieszka Sosnowska 2015

    Bardzo krótka lektura o Warszawskich ujęciach wody oligoceńskiej. Zainteresowała mnie przede wszystkim formą w jakiej została wydana. Znajdziemy tu tabelę ze wszystkimi budynkami zdrojów, ich adresami i statusem operacyjnym (na rok 2015), galerię zdjęć każdego ze zdrojów, kilka krótkich reportaży o warunkach i realiach w jakich powstawały oraz wywiady z architektem tych właśnie zdrojów, zarządcą ujęć wody oligoceńskiej i użytkownikiem wody oligoceńskiej.

    Zjawisko to jest mi absolutnie obce, ponieważ wychowywałem się w latach dwutysięcznych na jednej z mazurskich wsi, a główny boom na wodę oligoceńską wynikał z transformacji ustrojowej i upadku komunizmu w 1989 roku. Nie musiałem nigdy doświadczać stania w kolejkach, codziennych wypraw z ciężkimi baniakami, a moi rodzice kupowali zazwyczaj wodę butelkowaną. Mogę jedynie pochwalić się tym, że pamiętam jeszcze syfony na wodę gazowaną. Bardzo lubiłem pić ją bezpośrednio z kranika. 

    Okazuje się, że zanim nadszedł XIX wiek, powszechne picie wody w miastach nie było w żaden sposób znormalizowane. W książce mówi się o mieszkańcach zaspokajających pragnienie racząc się piwem lub winem, ale wydaje mi się to dużym wyolbrzymieniem zastosowanym w celu zaskoczenia czytającego. Ludzie oczywiście mieli dostęp do pitnej wody, ale na pewno nie pili dwóch litrów dziennie, tak jak robimy to aktualnie. Wiadomo przecież, że pitna woda była wówczas dostępna na wsiach, więc była to wyłącznie kwestia zbyt dużego, i stale rosnącego, zapotrzebowania na wodę w Warszawie. 

    Kluczowym powodem jej niedostępności była nieodpowiednia infrastruktura wodociągowa, w wyniku której zanieczyszczenia często przedostawały się do gruntu, a następnie do sieci wodnej lub studni. W wyniku tego rozwijały się różnego rodzaju choroby, na przykład cholera, dur brzuszny, czerwonka. Początkowo, w roku 1886 pojawiły się pierwsze systemy filtracji wody z Wisły przy pomocy Filtrów Lindleya. W uproszczeniu polegały one na wolnym przepuszczaniu wody przez piasek, w którym odkładały się zanieczyszczenia. Dopiero w 1931 roku wprowadzono systemy stałego chlorowania wody. Woda była teoretycznie czysta, ale jej smak nie przekonywał mieszkańców do przyrządzania z niej herbaty. Na ratunek przyszły Warszawskie Zdroje, których powstało 200 na przestrzeni XIX wieku. 

    To co najbardziej podoba mi się w tym tekście to różnorodność podejścia i perspektywy osób z którymi przeprowadzono wywiady. Pani Architekt Ewa Stocka dumnie mówi o zmianie jaką zapoczątkowała w podejściu do projektowania obiektów małej architektury w latach 90’, które dotychczas wyglądały jak smutne, utylitarne budynki gospodarcze. Wzniosła ten szary twór na rangę miejsca kultu czerpiąc inspirację ze świątyni Diany. Następny rozmówca, Anonimowy Zarządca Ujęć Wody Oligoceńskiej, widzi z kolei pewien aspekt komediowy w zachowaniu dzisiejszych użytkowników zdrojów. Zderza funkcję zdrojów jako dobra ogółu z realiami dzisiejszych czasów, mówiąc w dużym skrócie – a na co to komu. Z jednej strony zapowiada ich nieuniknione zamykanie ze względu na wysoki koszt utrzymania, z drugiej jednak mówi o konieczności właściwego utrzymania zdrojów na wypadek wybuchu wojny. Ostatni wypowiada się Pan Maciej “Magura” Góralski, kurator w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, który odczuwa spirytualizm tych miejsc i mówi o konieczności ich pielęgnacji. Tam, gdzie Zarządca obśmiewa jakiekolwiek właściwości lecznicze oligocenki, Pan Maciej mówi o ich rzeczywistym wpływie na pojednanie człowieka z naturą. Dowiemy się, że woda posiada pamięć energetyczną, którą odkryto na podstawie eksperymentu, w którym naukowcy klęli nad wodą, po czym stwierdzili zerwanie połączeń chemicznych.

    Wszystkie te wywiady, w swojej bardzo krótkiej objętości i zupełnej odmienności, tworzą coś w rodzaju skeczu komediowego. Nie jestem pewny czy taki był zamysł autora, ale według mnie wszystko gra na korzyść tego projektu. Niezależnie od strony, z którą najbardziej rezonujemy jesteśmy w stanie poznać bardzo odmienne perspektywy osób będących bardzo blisko związanych ze Zdrojami Warszawskimi. To pozwala docenić epizod, w którym ogromna część mieszkańców polegała, lub wciąż polega, na zdrojach w swojej codzienności.

    Dla mnie osobiście największą zaletą tej książki jest rzetelna dokumentacja fotograficzna każdego ze Zdrojów. Ostatnio lubię po pracy usiąść i rysować budynki i różne przedmioty, ćwicząc tym samym umiejętność rysowania w perspektywie. Umieszczam poniżej parę zdjęć, żeby pokazać jak bardzo różnorodne są to obiekty. Tematyka tej książki z początku może wydawać się dosyć specyficzna/ specjalistyczna, ale po otwarciu książki bardzo szybko można docenić urok każdego z tych miejsc. Dla zainteresowanych umieszczam link do zakupu książki ze sklepu U-jazdowski.

  • Kolabo Community @ Radykalny Relaks

    Kolabo Community @ Radykalny Relaks

    Wiele moich decyzji jest impulsywnych, włącznie z decyzją o pójściu na niszowe wydarzenie zaczynające się za 4 godziny, o którym zupełnie nic nie wiem. Ogłoszenie o koncercie Milito i Vidana w Radykalnym Relaksie przewinęło mi się między głupimi rolkami na instagramie podczas leżenia na kanapie po pracy. Z początku nie byłem przekonany, czy odnajdę się w miejscu na co dzień przeznaczonym do grupowych zajęć mindfulness i masaży, ale po wejściu na profil Kolabo community, organizatora tego wydarzenia, moje zmartwienia zostały rozwiane. Jako ich główną inspirację podają popularną serię Tiny Desk Concert, czyli koncerty organizowane przez redakcję radia NPR w Waszyngtonie. Kolabo community łączy ludzi szukających koleżeńskiej, domówkowej atmosfery opierającej się na udziale w różnego rodzaju wydarzeniach artystycznych i komediowych. Wstęp na to wydarzenie ograniczono do 40 biletów.

    Po przyjściu poproszono mnie o zdjęcie butów i naklejenie plakietki z moim imieniem. Zostałem przywitany przez Pana Leszka, “majordomusa” Radykalnego Relaksu, który oprowadził mnie po całym obiekcie, nadając kontekst całemu wydarzeniu. Dowiedziałem się, że budynek ten należy do Pani Natalii “Xymeny” Ambroziak (dziękuję za gościnę) i na co dzień miejsce to stanowi studio masażu, a w drodze uprzejmości zostało udostępnione na potrzeby dzisiejszego koncertu.

    Kuchnia Kolabo Community Radykalny Relaks
    Pianino Kolabo Community Radykalny Relaks

    W salonie znajduje się wiele różnych drobiazgów, które sprawiają, że miejsce jest bardzo przytulne – różnego rodzaju rzeźby ścienne, ozdoby podwieszane na suficie, wizualizacje wyświetlane projektorem, obrazy oraz drobne figurki. W kuchni połączonej z salonem spotkać można było Pana Pawła, który przyszedł spontanicznie i postanowił uświetnić to wydarzenie. Właśnie przygotowywał jedzenie dla wszystkich zebranych, które zostanie podane między koncertami. Był to wegański gulasz z czerwonych buraków, suszonych owoców, kakao i mleka kokosowego. Po poczęstunku arbuzem i lemoniadą przeszliśmy do pokoju obok, gdzie miał rozpocząć się koncert. Tosia, główna organizatorka i założycielka Kolabo, zadbała o to, aby rozluźnić atmosferę przed koncertem, przeprowadzając sesję speed friendingu.

    Milito Kolabo Community Radykalny Relaks

    Jako pierwszy wystąpił Milito. Charakterystyczne dla jego występu były silny nacisk na wokal i obfite lirycznie utwory. Usłyszeć mogliśmy przede wszystkim jego ostatni album “Nesting”, który skupia się na znaczeniu i postaci męskości, o której śpiewa z dużą różnorodnością ekspresji wokalnej. W albumie tym nie zamyka się na jedno brzmienie, umieszczając obok siebie absolutnie różne utwory, np. “Father” i “Home Sweet Sound” – pierwszy z nich maluje zagadkowy obraz przy użyciu efektów na wokalu i perkusji balansującej na granicy chaosu pod koniec utworu, z kolei drugi jest pewnego rodzaju odą do muzyki i usłyszymy w nim wesołe i nostalgiczne brzmienia harmonii, gitary, fletu i dzwonków.

    Vidana Kolabo Community Radykalny Relaks

    Kolejno wystąpił zespół Vidana wywodzący się z Ukrainy, który tworzy trójka artystów – Vidana Blonska, Denis Shvets oraz od niedawna Anastazja Kulinich. Grupa ta łączy tradycyjne utwory słowiańskie z brzmieniami nowoczesnymi. Oprócz repertuaru z płyty “KOŁO MŁYNA” i EP “Chmielu”, który jest stonowany, melancholijny, pełen pieśni o miłości, zaślubinach i smutku, pojawiły się również utwory, które ku mojemu (i zapewne reszty zebranych) zaskoczeniu porwały wszystkich do tańca. Atmosfera z domówkowej zamieniła się w biesiadną. “Co dwie głowy to nie jedna” i “Służyłam u Pana” przypadły publiczności tak bardzo do gustu, że zespół wykonał je ponownie zamiast dwóch wcześniej planowanych bisowych utworów. 

    Sama wokalistka dodała po wydarzeniu relację na social media, mówiąc “nigdy nie spodziewałam się, że kiedyś napiszę tego rodzaju utwory”. Bezpośrednio po występie Vidana zapowiedziała wychodzącą o północy ostatnią EP “Dryja”, która tym samym zamyka etap ich twórczości w gatunku folkowym. Teraz mają skupić się na pisaniu utworów autorskich, których z niecierpliwością będę wyczekiwał.

    Tak zakończył się mój wieczór. Wróciłem z tego wydarzenia pozytywnie naładowany i zainspirowany do dawania z siebie jak najwięcej. Zachęcam do śledzenia oraz wspierania wszystkich organizatorów i artystów na ich wiodących social mediach:

    23.07.2026, Warszawa